Wycieczka do “Chlebowej chaty”

Zapach chleba, smak tradycji…

 majowa wycieczka uczniów klasy II SP do „Chlebowej chaty” w Górkach Małych.

To tutaj przyjechaliśmy 16 maja 2018 r., aby zobaczyć jak wyglądało życie 50-100 lat temu i jakie było wtedy wyposażenie domu naszych pradziadków. Jak oświetlało się dom i co było w nim najważniejsze. Tu szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: Co trzeba zrobić, aby z małego ziarenka powstał bochen chleba? Smakowicie pachnący bochen chleba, to owoc pracy rąk nie tylko piekarza. To przede wszystkim cały rok ciężkiej pracy rolnika, o której dokładnie nam opowiedziano w stodole – pokazując niezbędne maszyny. Dopiero po zmieleniu zboża na mąkę prace przechodziły w ręce gospodyni. Przygotowania do wypieku chleba trzeba było zacząć dużo wcześniej. Zazwyczaj wieczorem poprzedniego dnia w dzieży, specjalnym drewnianym “naczyniu” gospodynie robiły zaczyn. Kawałek ciasta zostawionego z poprzedniego wypieku zasypywały mąką żytnią oraz zalewały ciepłą wodą – mieszały i czekały –  około 12 godzin. Na następny dzień z dzieży wydobywał się dość charakterystyczny zapach, ale do gotowego bochenka chleba jeszcze była długa droga.  

Aby zaspokoić “pierwszy głód” świeżego pieczywa, przed upieczeniem chleba wkładano do pieca podpłomyk. Tutaj w chacie każdy z nas robił własny podpłomyk. Uformowanie, upieczenie i zjedzenie własnego podpłomyka to jedna z głównych atrakcji Chlebowej Chaty. Po upieczeniu smarowaliśmy je smalcem lub masłem, a także polewaliśmy miodem. Do popicia była kawa zbożowa z mlekiem. Tak proste jedzenie, ale bardzo zdrowe.

Następnie przystąpiliśmy do robienia masła i sera. Oprócz mleka i śmietany potrzebowaliśmy też kilku narzędzi. Do ubicia masła potrzebna nam była maselnica. Każdy z nas próbował na zmianę z kolegami ubijać śmietanę na masło. Na końcu ubite masło przełożyliśmy do pięknej rzeźbionej ćwiartki. Odciśnięte na wierzchu masła kwiatki to nie tylko ładny wzorek, to coś znacznie ważniejszego – to takie „pierwsze logo” gospodyni. Po wyjęciu masła w maselnicy pozostała maślanka. Niektórzy z nas mogli ją popróbować, gdyż jak powiedziała Pani to bardzo zdrowe!.

Potem robiliśmy biały ser, który otrzymaliśmy ogrzewając mleko. Najpierw na górze mleka pojawiły się białe „chmurki”! To twarożek, który włożyliśmy do białego płóciennego woreczka. Przyciśnięty praska odleżał swoje, by po jakimś czasie zagościć na naszym talerzu. Produktem ubocznym powstałym przy wyrobie sera jest serwatka, zielonkawy płyn, bardzo zdrowy dla naszego organizmu, którego także można było spróbować.

Na koniec poznaliśmy ciekawostki z życia pszczół: dlaczego pszczoła nie dostałaby prawa jazdy, co oznaczają ich dzikie tańce w ulu i co robić, by nie zostać użądlonym przez pszczołę. Poznaliśmy też pracę pszczelarza.

M.Z.

Oto galeria zdjęć:

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rajdy i wycieczki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.